maj 28

Weronika sporo mówi. Postanowiłam zatem zapisywać jej te śmieszne dla nas wypowiedzi. Zacznę od dzisiejszej, choć parę już ich było, szkoda, że z głowy wyleciały.

Mama: Weronika, za chwilę przyjdzie do nas pan i pani oglądać mieszkanie. Co im pokażemy?

Nika: yyy, kotka, pieska, pikę, zabawki, JEJU!, duuuużo….

:) cdn…

kwiecień 28

Je ju - jakby to powiedziała Weronika. - Wolny wieczór. W praktyce nie taki wolny, bo Nika zasnęła dość późno, ale resztę tego wiosennego wieczoru można przeznaczyć na blogowanie.

Nika rozwija się jak zwykle:D w tempie błyskawicznym. Każdego dnia uczy się nowych słów, jest w stanie powtórzyć już właściwie wszystkie zbitki dźwięków, a aktywnie używa już-sama-nie-wiem-ile wyrazów. Doskonali również słowa, które znała wcześniej: “ciapcia”  została zastąpiona przez prawidłową “babcię”, a kie kie - to już niemal niemal gazeta, aktualnie “gacie”:D. Uczy się nazw rzeczy, które ją otaczają, toteż do jej wciąż mimo wszystko skromnego słownika należą takie wyrazy jak “rusztanie” (rusztowanie) czy “dzialnia” (zjeżdżalnia). Mamy też swoje wymiany konkretnych zdań. Miedzy innymi gdy usłyszy hałas mówi “siedzi”, na co ja odpowiadam “sąsiedzi”, Nika na to: “tak, może” (oczywiście początkowo tłumaczyłam że to może sąsiedzi narobili takiego rumoru, później to ewoluowało).

Ze dwa tygodnie temu zaskoczyła nas nową umiejętnością - dokańczaniem wierszyków. Od jakiegoś czasu czytamy jej codziennie Brzechwę i Tuwima. Aż tu nagle okazało się całkiem przypadkiem, gdy mama zawiesiła  głos, że Nika jest w stanie dokończyć rymy, wersety swoich ulubionych poematów. Druzgoczące doznanie. I znów pojawia się pytanie: komu to sprawia więcej radości? Nice czy rodzicom? Wiersz, który był wierszem odkrycia (teraz jest ich o wiele więcej), to ten najczęściej czytany - Zosia Samosia. Weronisia już zatem wie “ile to dwa i dwa (osiem, a kto był Kopernik (król), a co nam Śląsk daje (sól)…a uczyć się warto? (Nie….):D”

Zosia Samosia to hit. To przez nią wszystkie lale w naszym domu nazywają się Mosia. I generalnie z Mosią (każdą) wszystko można. Z Mosią NIka sprząta, myje rączki, układa puzzle. Oczywiście Mosia musi brać w swoje łapki wszystkie sprzęty potrzebne do wykonania konkretnego zadania, co jest czasem trudne, ale nie niemożliwe. Istnieje jednak szansa, że imię Mosia przestanie monopolizować lale domowe. Ostatnio Nika domaga się piosenki o Zuzi, choc zdecydowanie woli wykonanie przez dzieci niż przez mamę (ojej…:D). Weronika lubi słuchac piosenek, stara się nawet czasem śpiewać (podobnie jak wierszyki dokańcza wersety), rewelacyjnie wychodzi jej Maja śpiewana z tatą:D. Lubi też gdy gramy wspólnie na pianinie “wlaśko” - czyli wlazł kotek…

Do innych rozrywek Weroniki należy rysowanie. Słońce, pieski, kotki itd (ręką mamy, babci, cioci). Ulubionym kolorem jest żółty (ufff, jeszcze nie różowy:D). Spośród różnych kredek wyciąga właśnie tę jako pierwszą. Rozpoznaje też jednak inne barwy: bieski (podobnie jak toperz w książce bez “nie”na początku), ale też czerwony, zielony, czarny, biały choć mniej używa ich jak na razie w mowie.

Jednak to co Nika lubi robić najbardziej to: brykanie na placu “zabach”. Opatka, rybka, i baba gotowa. Piasku w domu przynosimy w butach mnóstwo. Jak już wcześniej wspominałam Nika lubi zjeżdzalnię (”dzialnia ziuu”), schody (tak, tak, gdy pojawią się na horyzoncie schody trzeba się na nie wdrapać), karuzelę i klasycznie huśtawkę. Zatem i jutro wybierzemy się na podbój podwórka:D.

styczeń 21

Weronika ma już 19 miesięcy. Każdego dnia zaskakuje nas, rodziców (i nie tylko),  nowo zdobytymi umiejętnościami. Pora się pochwalić postępami.

Przede wszystkim Weronisia sporo mówi. Do listy słówek dodała: kapko - czyli ulubiony owoc - jabłko. Siońcie - to jak łatwo można się domyślić słońce. Ale co Czytelniku, zrozumiałbyś słysząc: kokaka czy kie kie? To pierwsze to koraliki, to drugie to … gazeta:). Szczególnie intonowany zbitek głosek taką taką - to kartka papieru (na której można coś narysować flamastrem, a potem szybko, jak mama nie widzi, przejść na podłogę, panele zdecydowanie lepiej wyglądają w granacie czy fiolecie). Po za tym Weronisia zaczęła rozróżniać wrony (kra kra) i bociany (kle kle, tych akurat na spacerze nie spotykamy), a gdy idziemy na sanki to czasem pada śnieg (dokładnie tak jak deszcz robi kap kap). Weroniczka zamyka również już sylaby, niezwykle wyraźnie akcentuje ostatnią głoskę w słowie “tak” oraz “tutaj”. Mówi nawet przez sen (np: “tata brum brum”). Dziś jednak zaskoczyła rodziców słowem całkiem nowym: Nika!!!! Jutro chyba do znudzenia rodzice ją będą zachęcać do powtórzenia swojego imienia….

Nika:D co raz lepiej chodzi. Próbuje dreptać nawet do tyłu albo w kółko. Stawiała już swoje pierwsze kroki na śniegu, i było to dla niej całkiem miłe doświadczenie. Również samodzielna wędrówka po Arkadii wywołała tak dużo entuzjazmu, że rodzice mogliby nie wychodzić ze sklepu:D tylko patrzeć i upajać się radością córki. Weronisia w ramach odciążania mamy w jej obowiązkach ścieli łóżko rodziców, wyrzuca “be” do kosza na śmieci, pomaga segregować pranie, a nawet czasem chwyta za mopa:D. Po tak ciężkiej pracy trzeba odpocząć: najlepiej przy ostatnio ulubionej układance ala proste puzzle. Mimo tego, że kupione sporo na wyrost, okazały się strzałem w dziesiątkę. Weronisia spędza dużo czasu dopasowując proste kształty do konkretnych miejsc układając obrazek. Nauczyła się tego niezywkle szybko. Lubi też czasem obejrzeć bajkę na youtube:D - mamy swoje ulubione kawałki o teletubisiach oraz hipopotamie (popotam). Oczywiście Weronisia nie ogląda za długo, choć już czasem stawia opory przed oderwaniem od ekranu…ale małe bunty zdarzają się i przy innych okazjach. Weronisia też ostatnio wyraźnie polubiła dzieci. Lubi je spontanicznie przytulić. Jest bardzo towarzyska. Gdy usłyszy dość mocno hałasujące drzwi od winy, pyta się o to kto idzie wymieniając po kolei znane jej osoby: tata, dziadzia, ciapcia, ciocia, uje….zatem zapraszamy i czekamy na gości….:D

grudzień 9

wstyd. taka długa przerwa w pisaniu! mama poszła na studia, co oznacza, że nie nadąża ze wszystkimi obowiązkami domowostudyjnopracowymi.

chwilowo, trochę wyjątkowo:D, Weronika śpi. nasza mała córeczka nie zawsze uraczy nas, jej opiekunów (jak ostatnio licznych!), drzemką popołudniową. czasem woli brykać, i buntuje się na jakiekolwiek propozycje umieszczenia jej w łóżeczku. na pytanie “chcesz spać”? odpowiada stanowczo “nie” wskazując na konkretną zabawkę, którą akurat ma ochotę się bawić.  ale dziś, po kilkunastominutowych negocjacjach udało się namówić malca na sen (”chcesz spać? tak.”), co oznacza, że mama może spędzić ten czas w sposób, który jej nabardziej odpowiada czyli na przykład na nadrabianiu zaległości blogowych.

Dumni jesteśmy z Weronisi, która zasypia już często sama. Kładziemy ją w łóżeczku, gasimy światło, włączamy kołysanki, proponujemy smoczka (z którym pewnie niedługo się rozstaniemy, Weronisia wszak ma już 15 zębów) i wychodzimy z pokoju. Czasem jeszcze Weronika bawi się lub woła rodziców aby jej potowarzyszyli, ale nie potrzebuje już obecności opiekunów do uśnięcia. Nasza samodzielna córeczka również sama już je. Pięknie posługuje się łyżeczką, prawie równie sprawnie widelcem, choć czasem potrzebuje pomocy w nabiciu pomidora lub innego smakołyka na sztuciec. Wędrówka wspomnianego już pomidora do buzi odbywa się jednak bez asysty.  Weronika pije z kubeczka (i swojego ukochanego bidonu z rurką), choć często przychodzą jej do głowy pytania, na które szybko szuka odpowiedzi: “co się stanie jeśli wywrócę kubek do góry dnem? czy z wody (jak z piasku-wspomnienie lata) da się zrobić ‘babę’?”:D. Weroniczka korzysta również z nocnika. Chodzi jeszcze w pieluszce, ale często woła gdy chce pójść do toalety w określonym celu. W ferworze zabawy często zapomina o nocniku, ale kupka zawsze do niego trafia.

Weronika dużo mówi. Oprócz “psi psi” bardzo ładnie powtarza dźwięki wielu zwierząt czy maszyn (zegar, pociąg czy traktor), a także woła: mama, tata, dziadzia, babcia (papcia, ciapcia etc ale wiadomo o co chodzi:D), ciocia, uje (wujek). Słowa, które również wypowiada to miś, lala, czy mniej wyraźne, aczkolwiek oczywiste dla rodziców: doda - woda, gui - guzik, pepek - pępek, koko-oko czy noś-nos. Po za tym jak na córkę swojego ojca przystało, Weronika śpiewa. Wyraźnie nuci towarzysząc śpiewom rodziców, ale też robi chórki np przy piosence “szczotko, szczotko, hej szczoteczko o o o”, wyraźnie dokłada swoje “o o o” (choć nie przepada za myciem zębów, nie wspominając o włosach).  Po za tym gra na pianinie (warszawska jesień) i tańczy  z widoczną przyjemnością.

Aktualnie, do ulubionych zabaw Weroniki należy oglądanie książeczek. Przewraca kartki, uważnie przygląda się obrazkom, czasem pyta “aciotoje?” (a co to jest), a czasem odpowiada na skierowane do niej pytanie “gdzie jest np motyl?” - ” tuuu” tłumaczy pokazując palcem konkretny rysunek. Lubi również pchać swój kosmiczny pojazd - biega [sic!] przy nim ledwie wyrabiając się na zakrętach. Interesuje się klockami, misiami, a ostatnio puzzlami (mama jej układa, ale Weronika asystuje podając kolejne części układanki). Weronisia to też mała pomocnica. Uwielbia wypakowywać zmywarkę, niestety również tą z brudnymi naczyniami:). Co jednak najważniejsze, to Weronika uczy się chodzić. Etapami. Najpierw kilka kroczków dziennie, potem kilkanaście, kilkadziesiąt, choć większość czasu jednak raczkuje (raczkowała?). Być może dziś nastąpił przełom, bo późnym wieczorem Weronika wędrowała ponad godzinę z sypialni do salonu, z kuchni do łazienki itd itd goniąc mamę biegającą z aparatem.

Weronika jest pogodnym dzieckiem. Dzielnie znosi rozstania z mamą, która idzie na studia niemal codziennie. Przywiązała się już do dziadków i babć, którzy często się nią opiekują. Raczej nie boi się obcych, choć czasem potrzebuje kilku chwil na aklimatyzację.

Jest słodka. Co tu kryć. Rodzice są w niej zakochani po uszy.

wrzesień 5

O rety, kiedy to było. Weronika pewnie już zapomniała te psy, te krowy, te konie i te drzewa, które podziwiała próbując nawet wymówić to trudne słowo (ziea - pokazując paluszkiem w górę). Prawdziwy urlop, kiedy to tata również odpoczywał od pracy odbył się w drugiej połowie lipca, w Witowie koło Zakopanego. Pojechaliśmy tam razem z rodziną Cepryńskich tj. z ciocią Magdą, wujkiem Arturem i małą Tosią. Weronisia dość szybko się zaaklimatyzowała, buszowała po domku ile się dało. Uwielbiała rozpędzać się do kuchni czekając na ochotników do gonienia jej - ile przy tym śmiechu:D. Chodziła z rodzicami niemal codziennie na wycieczki. Oczywiście “chodziła” powinno być napisane w cudzysłowie, ponieważ do tej pory mała spryciara tylko raczkuje. Jednakże dzielnie znosiła podróże w nosidle, na plecach taty, skąd miała bardzo ciekawe widoki. NIe przepadała za krótkimi postojami, pośpieszała wtedy tatę okrzykami aby kontynuował wspinaczkę. Zdecydowanie Weroniczka preferowała schodzić niż wchodzić, być może ze względu na tempo (rodzice też wolą schodzić). Od czasu do czasu udało się maluszkowi nawet zasnąć na siedząco - ukołysana w nosidle - jednakże zazwyczaj na krótko. “Przemaszerowała” sporo dolin.  Rodzice za górami już tęsknią, kto wie, może i córka…?

sierpień 10

Pierwszą część wakacji Weronisia spędziła w Łosiach. Dość szybko zaaklimatyzowała się, choć komary nie dawały jej spokoju. Pogryziona od stóp po czubek głowy bawiła się rewelacyjnie na kocyku na trawie lub na podłodze w domku, gdy bywało chłodniej. To właśnie w Łosiach przeżyła swoje pierwsze zauroczenie - rudym kotem Aleksem. Kiedy tylko pojawiał się, Weronika wpadała w entuzjazm. Niejednokrotnie próbowała uciąć z nim pogawędkę - miaucząc radośnie - niestety Aleks pozostawał niewzruszony, choć przyjmował oddawany mu hołd z cierpliwością godną pochwały. Od tej pory wszystkie książeczki z kotami były przeglądane po 100 razy na dzień, Weronisia odnajdywała rysunki kotków pokazując je paluszkiem i miaucząc głośno. Po powrocie do Warszawy wciąż tęskniła za rudzielcem, a do spotykanych na spacerze psów przemawiała “po kociemu”.

Weronika z ciocią Kalinką.

W Łosiach też po raz pierwszy zakosztowała kaszy gryczanej, która pozostała wraz z jęczmienną i ryżem przysmakiem numer jeden. Malinami sama gardziła, innych karmiła, ale generalnie dieta jej się mocno poszerzyła o całkiem dorosłe potrawy - i wciąż liczba nowo skosztowanych dań rośnie. W Łosiach czas spędzała głównie z mamą, a także ciocią Polą i panią Lusią, które służyły towarzystwem Weronisi gdy zachodziła taka potrzeba. Na parę dni przyjechała również ciocia Kalinka, która zdobyła serce ciotecznej siostrzenicy bawiąc się z nią dużo, grając w piłkę czy segregując klocki. Inni stali bywalce Łosi również rozpuszczali Weronisię:D.

Weronisia z ciocią Polą.

Lemurek, jak już wcześniej zostało to wspomniane, głównie bawił się na kocu na trawie. Dziewczynka nasza korzystała też, z wielką przyjemnością, z pustego dmuchanego basenu, do którego to wraczkowywała to wyraczkowywała z niego  - przenosząc się na kapę. Uwielbiała też stawać przy stołkach, szczególnie upodobała sobie taboret z naklejonym pajacykiem. Jej ulubioną czynnością było kładzenie różnych przedmiotów na krzesełkach, a następnie zrzucanie ich tylko po to aby położyc je z poworotem. Wypakowywała również swoją torbę wózkową, robiąc wiele bałaganu wokół, na szczęście była również zainteresowana choć częściowym sprzątaniem - wkładaniem pieluszek, łyżeczek i innych gadżetów do środka.

Najlepiej smakuje na dworze.

Niestety w Łosiach spędziła tylko 10 dni, choć Weroniczce, jej mamie i dojeżdżającemu po pracy tacie było tam bardzo dobrze. Czas było jednak wracać i wybrać się w następną podróż wakacyjną…

sierpień 9

Z powodów zbyt skomplikowanych, by tłumaczyć na forum bloga, autorka tegoż wpisu miała utrudniony dostęp do internetu, przez co przeszła przez odwyk i do tzw sieci zagląda rzadziej i na krócej. Postanowiła jednakże nadrobić zaległości, a jest ich … ufff….sporo… no nic, będziemy cofać się, Czytelniku, w czasie, aby przypomnieć niektóre wyjątkowe chwile, a wśród nich, na czele: URODZINY!

Weronika ma już rok (w momencie tworzenia tego wpisu, prawie 14 miesięcy). Świętowała hucznie. Dmuchała świeczki w gronie rodzinnym aż dwa razy, a i wśród przyjaciół też obchodziła swój dzień. Pierwsze przyjęcie rodzice wyprawili jej w na działce w Łosiach, gdzie przyjmowała gości wraz z obchodzącymi swoje imieniny babcią Alą i ciocią Polą. Ulokowana na kocyku zaprzyjaźniała się z rudym kotem Aleksem, oglądała w skupieniu swoje prezenty i rozsyłała liczne uśmiechy kokietując całe towarzystwo. Punktem kulminacyjnym oczywiście był tort (przygotowany przez arcymistrza tortowego dziadka Krzysia). Weronisia przy pomocy mamy zdmuchnęła tę jedyną świeczkę ozdabiającą ciasto, a następnie usłyszała gromkie 100 lat odśpiewane tylko dla niej.

Weronisia w Łosiach wraz ze swoim nowym kosmicznym pojazdem.

Tort z jedną świeczką był również na działce w Arciechowie, gdzie świętowała wraz z solenizantką babcią Halinką. Tym razem płomyk gasiła z wujkiem Jackiem, który tego konkretnego dnia obchodził swoje urodziny - jak widać okazji do spotkania było wiele. Niestety pogoda nie dopisała jak tydzień wcześniej, i Weronisia głównie bawiła się na kanapie m.in. z pluszowym Reksiem, otoczona licznymi ciociami i wujkami gotowymi zabawiać jubilatkę. Asystowała również przy stole, i choć rodzice tortu nie dali, pałaszowała inne smakołyki - chlebek, który od pewnego czasu uwielbia.

Weronisia w Arciechowie dmucha świeczkę z wujkiem Jackiem.

Weroniczka świętowała również w gronie przyjaciół - na wyjeździe w górach (szczegóły wyprawy w jednym z kolejnych wpisów) wraz z rodzicami chrzestnymi i Tosią. Przy jednym ze śniadań dziewczynki złożyły sobie życzenia (”ga”) i wymieniły prezentami (”da”).

Weronisia w Witowie - asystuje przy śniadaniu Tosi.

Ostatnie Weronisiowe spotkanie urodzinowe odbyło się w sierpniu, kiedy to wraz z również spóźnioną jubilatką Emilką i jej rodziną Łułu oraz rodziną Benów, spędzali wspólnie czas na trawie i przy stole w Cieciszewie. Weronika oczywiście nie mogła oderwać oczu od Rudolfa, psiny Łułu, która nawet pozwoliła się parę razy pogłaskać.

W piaskownicy w Cieciszewie. Weronika z Emilką, mamą i tatą.

To na tyle urodzinowo, za wszystkie życzenia jeszcze raz serdecznie dziękujemy!

czerwiec 17

Rodzice postanowili pokazać córce, jeszcze w jej pierwszym roku życia, morze. Konkretnie - Bałtyk. Ostatni (”Boże Ciało”), przedłużony o środę długi weekend spędzili w Kątach Rybackich (i okolicach).
Szum fal. Piaszczyste plaże. Niekończące się wody. Kormorany. Mewy. Ryby. Itd itp. Rodzice zachwyceni. Weroniki pierwsze spotkanie z morzem było również wyjątkowe. Niesiona na rękach przez ojca, miała doskonałą perspektywę na “bezkres oceanu” wyłaniający się zza wydm. Swojemu zadziwieniu dała wyraz głośno komentując “oooo oooo”. Niestety. Po chwili rodzicie zorientowali sie co było przyczyną tak wielkiego entuzjazmu. Hau hau. Piesek - należący do gatunku, który ostatnio wzbudza wiele emocji:D, również na warszawskich spacerach.
Mimo pierwszej “wpadki”, Weronika zdaje się polubiła morze. Spędziła parę godzin na kocu rozłożonym na plaży, gdzie bawiła się piłką, kubeczkami i oczywiście jak na morską wczasowiczkę przystało - muszelkami. Piasek traktowała dość obojętnie, wręcz z pogardą, gdy za bardzo przyklejał się do rączek. Ewentualne skarby, które można było wygrzebać (czyt. kamyczki, patyczki), od razu wędrowały do buzi, jednakze rodzice skutecznie przerywali te specyficzne degustacje. Weronisia tez dużo spacerowała. Obwiązana w chustę siedziała na plecach taty, czasem na brzuchu mamy, i przemierzała kilometry (no, może nie tak wiele ich było;D- pogoda zbyt niepewna). Niestraszny był jej wiatr, a nawet miała szansę zaobserwować zbliżającą się burzę. Raz nawet lekko nas wszystkich zmoczyło - ale przygoda! Cierpliwie (jak na swoją osobę:D) znosiła fotograficzną pasję taty i mamine poszukiwania bursztynów (przy akompaniamencie znanej piosenki (”bursztynek, bursztynek…kropelka złotych marzeń). Podsumowując te piesze wycieczki - Weronisia bardzo polubiła podróże w chuście, co cieszy rodziców przed urlopem w górach.
Nikusia też odwiedziła swoją rodzinę w Gdańsku. Poznała się ze swoją półtoraroczną ciocią Olą(sic!), która okazała się bardzo gościnną dziewczynką pozwalając bawić się wszystkimi swoimi zabawkami (no, oprócz pewnego misia w szelkach:P). Oczywiście Weronisie serce zostało zdobyte przez Fokusa - psa Oli. Miała nawet szansę go dotknąć! Wybawiła się zatem na całego!

Urlop nad morzem rodzice uznali za udany. Teraz czekają na wakacje w górach, licząc na to, ze będą równie miło je wspominać! Poniżej: sesja z tatą:D

czerwiec 3

Jeszcze zdążymy z jednym wpisem przed pierwszym rokiem. Mama stwierdziła, że trzeba opisać pewne nowo nabyte umiejętności córki w jedenastym miesiącu życia, aby w nie poszły w niepamięć i zachowały się dla potomnych. Będzie zatem dziś krótko acz treściwie. Trochę będzie lansu, chwalenia się córką, czytelniku wybacz…

Zacznę od końca, czyli od dzisiejszego odkrycia. Otóż Weronika, ta super głośna dziewczynka, która bawi się echem na klatce schodowej kiedy to jej rodzicielka w pośpiechu zakłada buty i biegnie z wózkiem do windy, ta dziewczynka, która stara się przekrzyczeć wszystkie znajome dzieci, umie…szeptać. Dziś sobie z mamą rozmawiały po cichu, po cichu mówiły tacie dobranoc. Zabawy głosem wciąż należą do ulubionych.

Weronika ewidentnie znudziła się grzechotkami. Interesuje się już tylko bardziej dorosłymi zabawkami, ba, to już przecież 11 miesięcy za nami!. Zaczęła wkładać przedmioty (wcześniej je tylko wyjmowała) do większych pojemników, uczy się sortować też klocki według kształtów, choć to jeszcze przy pomocy opiekunów. Uwielbia kotłować się na łóżku, szczególnie staczać bitwy z poduszkami lub niedźwiedziem. Przepada za grą w piłkę. Gdy zaproszona do zabawy (”gdzie jest piłka?”), Weronika jej szuka a potem rzuca w stronę partnera. Radości co nie miara. Czytanie książeczek również wciąż pozostaje dużą przyjemnością, szczególnie jedna przypadła Weronice do gustu, ponieważ jednym z jej bohaterów (drugo, a może nawet i trzecioplanowym) jest mała kaczuszka, dokładnie taka, z jaką Weronika się kąpie. Nikusia wskazuje ją paluszkiem na każdej stronie, a mama kwacze w odpowiedzi z uśmiechem na ustach. Lubi muzykę, gdy jej (te “skomplikowane”) zabawki grają, lub gdy dzieci śpiewają w radio Weronika kołysze się w tył i przód próbując tańczyć. Na pianinie bębni strasząc sąsiadów, choć mama i tata starają się prowadzić paluszek córki po klawiszach wygrywając melodię “Wlazł kotek na płotek”. Oprócz kaczuszek i kotków, Weronika interesuje się psami. Każda napotkana na spacerze psina jest dokładnie obejrzana. Weronisia też próbuje szczekać i nawet ładnie to jej wychodzi. “Bau bau” .

Last but not least (jak to dobrze brzmi po angielsku), Weronisia raczkuje dużo, szybko i wyraźnie to lubi. Zaczęła stawać przy meblach (a właściwie na razie kanapie i fotelu), wciąz asekuracyjnie. Tata nauczył też Weronikę schodzić z sofy.

To na tyle chwalenia się. Za dwa tygodnie już rok. Niemożliwe.

maj 3

Mamie się nie chciało? Zaniedbała bloga! Hmm, Czytelniku, to nie do końca tak…o blogu cały czas “się pamiętało” (kontynuacja wątku z poprzedniego wpisu), jednak czasu, sił i wystarczającej determinacji brak. Wieczorami, kiedy Weronika już spała snem głębokim, jej rodzicielka starała się nadrobić czas “dla siebie”, w ciągu dnia - zmęczona pędzącą z szybkością wiatru córką - drzemała razem z nią lub oddawała się przyziemnym obowiązkom domowym takim jak codzienne zmiecenie podłogi w celu wyeliminowania okruchów, źdźbeł, paproszków, które - gdy tam pozostawiane - absolutnie trzeba zbadać za pomocą aparatu “buziowego”:). Weronisia (wciąż przemieszczająca się za pomocą czterech kończyn) zauważy każdy tzw farfocel. Nie da się go ominąć bez próby złapania między kciuk a palec wskazujący i włożenia go do pyszczka. Już niejednokrotnie mama, wkładając tym razem swoje osobiste palce do usteczek Lemurka, wyjmowała różne znalezione skarby typu zapomniane, trochę już zeschnięte ziarenko ryżu czy - co gorzej kawałek papieru lub bliżej nieokreślonego plastiku.  A wsuwanie palców do pyszczka Weronisi wcale bezpiecznym nie jest. Może to nie pysk lwa, ale zębiska groźne, jest już ich całe osiem. Niestety niezbyt chętne do gryzienia pokarmów, ale jest na pewno lepiej niż miesiąc temu, choć porcje wciąż niewielkie.

Weronisia pije też co raz więcej wody. Niestety rozstała się ostatnio ze swoim kubeczkiem, ponieważ zauważyła, że dmuchanie płynu wywołuje “bardzo fajne” bąbelki, i niestety każdorazowe przystawienie kubeczka do ust kończyło się bulgotaniem:D - a nie piciem. Weronika dostała zatem podróżny z rurką (rurką o dziwo nie bulgocze). Do zabaw “paszczowych” należy również robienie baniek ze śliny przy jednoczesnym wydawaniu dźwięku młamła (bardzo specyficzny ton głosu).Ogólnie produkcja głosek sylabicznych (gaga, wawa, kaka, i ku uciesze babć -baba…) odbywa się ciągle, i cisza w domu jest wysoce podejrzana.

Nikusia robi różne sztuki. Jedną ze sztuk akrobatycznych jest pałąk - czyli stopy i dłonie na podłożu, reszta do góry. Powoli Weronika zaczyna się pionizować, podparta o rodziców stara się stanąć na własne nogi, zrobiła też już wspomniany pałąk o kanapę. Do innych wyczynów to tak zwane popisy emocjonalno-intelektualne, którymi chwalą się rodzice:D. Po pierwsze Weronisia robi papapa. Macha na pożegnanie tacie wychodzącemu do pracy, czasami macha po prostu - bez kontekstu pożegnania:). Po drugie Weronika robi brawo. Klaszcze w dłonie nagradzając się obficie za wszystko co możliwe. Po trzecie reaguje na słowo “poproszę” podając zabawkę wyciągniętej dłoni (czasami udaje, że nie słyszy bawiąc się intensywnie:D). Po za tym wie gdzie jest lampa. Szuka na suficie gdy poproszona i zatrzymuje na niej wzrok. I ostatnie - Weronisia rozumie kiedy “nie wolno”. Macha intensywnie główką na “nienienienie”. Czasami machanie zajmuje ją tak dogłębnie, że zapomina o tym co miała zbroić, niestety nie zawsze (niezidentyfikowany przez opiekuna farfocel ląduje w buzi, rączka dotyka kontaktu itd itd).

Do wciąż ulubionych zajęć należy kąpiel. Obowiązkowo z zoo. Preferowane: kaczka oraz rybka z silniczkiem (jakkolwiek Czytelniku ją sobie wyobrazisz). W zawodach  o pierwsze miejsce, Weronika odegrała rolę “osiołka, któremu w żłoby dano owies i siano”. Książeczki też są niezastąpione, choć te o cienkich kartkach nie są dobrym pomysłem, ponieważ łatwo je: a) porwać, b) pognieść, c) włożyć do buzi, d) zjeść. Weronika lubi też kotłować się na łóżku z tatą, walczyć z poduszkami, turlać i gonić piłkę, przechodzić przez tunel zbudowany z krzeseł i koców, bawić się w “akuku” i robić miny. Miny Weroniki są zawodowe. Ma ich cały repertuar, i kokietuje nimi wszystkich gości, a także stałych domowników. Nie sposób ich opisać, więc parę z nich tu zaprezentuję:

« Wcześniejsze wpisy